Ciemne
chmury, owiane były lekką mgiełką. Księżyc, oświecał jeden z domów, na
przedmieściach Londynu. Siedziała tam drobna dziewczyna z uśmiechem na ustach,
obserwując pędzące samochody. Jej brązowe pukle, opadały na czoło dając
niesfornego uroku. W rękach trzymała kubek gorącej czekolady, przykryta grubym
kocem. Jej czekoladowe tęczówki, wyczekiwały czegoś niezwykłego, magicznego.
Samochody pędziły po ulicy, w domach dawno powyłączane światła. Noc robi swoje,
pokazuje swoje piękno i magię. Sowy pohukują, zwierzęta chowają się do swoich
dziupli czy nor, pozostawiając po sobie ślady łap. Gwiazdy owiały niebo,
dodając mu soczystego uroku. Noc, miała w sobie to, co przyciągało brązowowłosą
jak magnez. Urok nocy, błysk, jaki ukazywał się za każdym razem. Księżyc i
gwiazdy, dodawały niewielkiej poświaty światła, samochody nie trąbiły tak jak w
dzień. Dzieci, kładły się szybko spać, nie wiedząc, że takie piękne zjawisko
pojawia się tuż po ich zaśnięciu. Brązowowłosa westchnęła przeciągle i
ściągnęła koc z nóg. Owiało ją zimno i zacisnęła zęby, zeskakując z parapetu.
Postawiła kubek na szafce nocnej i położyła się do łóżka. Zapadła w krainę snu.